Wakacjezdzieckiem
MENU
Strona główna » Relacje z podróży » Ojciec i syn - ramię w ramię

Ojciec i syn - ramię w ramię

Pasja. Ogień, który napędza serce. Motywuje do poświęceń, pomaga pokonywać własne ograniczenia, rozbudza marzenia. Znasz to? Znasz. W końcu jesteś dumnym tatą, lub mamą.

            Minionego lata poznałem wielu ludzi z pasją. Zwłaszcza ojców. Każdy z nich poświęcił cały tydzień by być tylko ze swoim synem. Bez mamy, bez siostry, czy brata, babci, czy dziadka. Po prostu ojciec i syn. To miał być tydzień budowania ich męskiej relacji. Dzicz, kajaki, wędki, survival. Tylko faceci zrozumieją znaczenie tej inicjacjo.

Ale od początku. Wszystko zaczęło się nad małym, niepozornym jeziorkiem w Zachodniopomorskiem. Piękne miejsce, z dala od cywilizacji, otoczone tętniącymi życiem lasami. To miejsce miało stać się magiczne dla mężczyzn i ich synów, z którymi przyjechaliśmy na wyprawę wędkarsko - kajakową. Po co? Ponieważ w sercu mężczyzny jest coś dzikiego, co karze mu przeżyć przygodę. Ta przygoda miała pomóc zacieśnić relacje ojców z synami i ubogacić ich charaktery. Chłopcy mieli się stać bardziej mężczyznami, a mężczyźni lepszymi ojcami. Wędkarstwo miało się odtąd stać dla wielu z nich pasją i spoiwem relacji ojca z synem. Ja, wraz z kolegami ze stowarzyszenia „Przystań”  miałem im w tym pomóc wprowadzając ich w arkana sztuki wędkarskiej.

            Wielu chłopców i ojców po raz pierwszy trzymało wędkę w ręce. Niektórzy obawiali się, czy ich synom spodoba się taka forma wypoczynku. Na szczęście zarówno starsi panowie, jak i ci młodsi szybko złapali wędkarskiego bakcyla. Iskra myśliwego tli się w nas nadal. Po krótkim instruktarzu z podstaw wędkowania przystąpiliśmy do dzieła. Duma z pierwszych złowionych ryb była ogromna. Brały głównie małe ryby - płotki, ukleje i wzdręgi. Stopniowo przestawały nas jednak satysfakcjonować. Staraliśmy się polować na coraz większe okazy, choć nie każdy chciał wstać wcześnie rano by złowić tłustego lina. Furorę robiło polowanie na szczupaki. Który facet nie marzy o pojedynku z sześciuset – zębnym bandytą? Emocji było sporo. Ryby walczyły zawzięcie. Docenialiśmy to i po złowieniu większość wypuszczaliśmy. Część była przyrządzana na ognisku przez młodych łowców. Chyba nigdy nie zapomnę lina pieczonego w całości nad ogniskiem.

            Oprócz łowienia sporo pływaliśmy kajakami. Jeden z ojców porównał rzeką po której płynęliśmy do Amazonki. Była dziewicza, w swym pięknie, niemal nienaruszona przez człowieka. W jej krystalicznej wodzie widać było ryby, a brzegi były nabrzmiałe zielenią bujnej roślinności. Jedyne co było piękniejsze od przyrody to widok ojców rozmawiających kajakach z synami.  Urozmaiceniem dla wędkowania i pływania był pokaz technik survivalu i komponowanie posiłków z „dzikiego białka”. Zaskakująco dobra okazała się sałatka z babki, mięty, pokrzywy, szczawiu i kwiatów lipy. Pyszne były podpłomyki z ogniska i kompot z dzikich owoców.

            Wspaniała przygoda dla ojca i syna, których połączyła wspólna pasja...

 

Rafał Pakosiński

www.przystan.org.pl

 

 

 

Czytaj również:

Dodaj swój obiekt do portalu ZA DARMO

wakacjezdzieckiem.pl. All rights reserved
Wykonanie: Paweł Kazimirowicz użyteczne strony www